Sami Swoi wspiera Fundację „Mimo Wszystko”!

Sami Swoi wspiera Fundację „Mimo Wszystko”!

Spektakle teatralne to wyjątkowe wydarzenia artystyczne. Okazuje się, że oprócz swojej podstawowej roli pełnią również funkcję terapeutyczną.

Albertiana, czyli Ogólnopolski Festiwal Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie to wyjątkowe wydarzenie teatralne. W ten jeden dzień w roku możemy podziwiać grę aktorską osób niepełnosprawnych intelektualnie. Każdy aktor marzy, by jego praca, zaangażowanie i wysiłek zostały docenione. Dlatego razem z nami spełnij marzenia laureatów Albertiany i pomóż ufundować nagrody dla każdego z zespołów.

Wesprzyj za darmo fundację Anny Dymnej

„Gra, teatr, mogą spełniać funkcję terapeutyczną dla niepełnosprawnych intelektualnie. W naszym teatrze najważniejszy jest aktor, jego uczucia i jego prawda. Tylko wtedy sztuka potrafi leczyć, dawać siłę i energię” – mówi Anna Dymna, aktorka i założycielka Fundacji Mimo Wszystko oraz pomysłodawczyni Albertiany.

Czy terapia teatrem pomaga? Poniżej wywiad z terapeutką Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”.

Twoje serducho jest przepełnione miłością i kochasz pomagać? Powiedz nam kogo jeszcze możemy wesprzeć!

Rozmowa z Jolantą Tobołą – terapeutką ośrodka terapeutyczno-rehabilitacyjnego „Dolina Słońca” Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko

Prowadzi Pani warsztaty teatralne dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. Czy  takie zajęcia mają dla nich działanie terapeutyczne?

Na pewno takie warsztaty pomagają osobom niepełnosprawnym intelektualnie w otwieraniu się na świat, w zdobywaniu wiedzy i ogólnym rozwoju poznawczym. Szczególnie ważne jest to, że teatr daje im radość, spełnienie i poczucie własnej wartości. Zaletą naszych zajęć teatralnych jest też to, że osoby, które tam przychodzą, mogą czuć się swobodnie, mogą mówić o sobie. Nie czują się skrępowane na zajęciach, mówią, jakie mają marzenia. Dodatkowo uczą się, jak dbać o siebie, jak działać w grupie, jak sprawnie współpracować w zespole i troszczyć się o innych.

W całej Polsce odbywa się wiele przeglądów teatralnych. Czy istnieją konkursy, w których mogą startować grupy teatralne osób niepełnosprawnych?

Jednym z takich konkursów jest Ogólnopolski Festiwal Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie „Albertiana”, organizowany przez Fundację Anny Dymnej „Mimo Wszystko” razem z Fundacją im. Brata Alberta. Zespoły, w których grają niepełnosprawni intelektualnie aktorzy biorą udział w regionalnych finałach tego konkursu, później zwycięzcy spotykają się podczas gali finałowej w Teatrze Juliusza Słowackiego w Krakowie, występują na jego deskach przed liczną publicznością. Rokrocznie w „Albertianie” bierze udział kilkaset osób. W tym roku festiwal odbędzie się po raz 17.

Dla wielu osób, które występują w Krakowie podczas gali finałowej, musi to być spore przeżycie. Jak pomagacie im w walce ze stresem?

Dla osób niepełnosprawnych intelektualnie bardzo ważne jest poczucie bezpieczeństwa. Dlatego dbamy o to, by nasi podopieczni wiedzieli, co ich czeka, z jakim zadaniem będą się mierzyć. Staramy się wszystkie aspekty przedsięwzięcia najpierw zaplanować, a następnie szczegółowo omówić, tak by uniknąć niepotrzebnych niespodzianek. W sytuacjach szczególnie trudnych, część zadań, na przykład kreowanie jakiejś roli, my, jako terapeuci, bierzemy na siebie. I kiedy widzimy, że dany podopieczny oswaja się z sytuacją, że nie jest już ona dla niego tak stresująca, wtedy na przykład stopniowo wycofujemy się z danej roli. Zachęcamy podopiecznego, by w nią wszedł, na miarę jego możliwości. Zawsze najważniejsza jest rozmowa, informowanie i partnerskie traktowanie podopiecznego.

Czy dla aktorów niepełnosprawnych ma znaczenie granie przed publicznością, czy wystarcza im samo bycie na scenie?

Przypuszczam, że każdy aktor, również ten niepełnosprawny intelektualnie, kiedy występuje na scenie, potrzebuje od publiczności pewnego zwrotu energii, którą przekazuje, pewnej reakcji na występ. Razem z zespołem budujemy coś nowego na scenie; chcemy skomunikować się z drugim człowiekiem i przekonać, że nas zrozumiał. Odpowiedzią są brawa, a później rozmowy w kulisach, słowa uznania, komentarze. Nawet gdybyśmy grali ten sam spektakl 10 czy 20 razy, to proszę wierzyć, że zawsze przeżywamy go tak jakby to była premiera. To jest ogromny wysiłek: nauczyć się spektaklu, zrozumieć go. My nad tym pracujemy cały rok. To cudowne móc grać dla publiczności spektakl, który bardziej rozumiemy i bardziej przeżywamy. To, że publiczność ten spektakl zrozumiała i wspólnie z nami przeżywa, jest dla nas dużą nagrodą.

Po spektaklu wśród podopiecznych dostrzegam ogromną radość, spełnienie i ulgę. Widać też duże zmęczenie. Podopieczni bardzo oczekują oceny swojego działania. Również opinie krytyczne są istotne – chcemy omawiać nasze potknięcia i stawiać sobie wyzwania. Należy jednak pamiętać, że wszelkie zmiany w naszej pracy wprowadzamy powoli i z poszanowaniem drugiej osoby oraz jej możliwości. Szczegółowo opracowujemy występy, a także wszystkie problemy, które pojawiły się „po drodze”. Pokonujemy trudności i bariery, mobilizujemy się nawzajem. I w kolejnym przedstawieniu widać, że pracowaliśmy nad tym.

Co aktorzy niepełnosprawni chcą przekazać zgromadzonej publiczności?

Każdy nasz aktor chce zakomunikować „Zobacz, na coś mnie stać!”, „Potrafię i jestem samodzielny”, „Jestem tutaj i coś znaczę”. Jeżeli gramy dla publiczności pełnosprawnej, zgromadzonej w teatrze, czy też podczas festynów i konkursów, ludzie są zawsze zachwyceni. Często milkną ze zdziwienia, że osoby niepełnosprawne fajnie wyglądają w kostiumach, że spektakl był pewną zamkniętą całością, a aktorzy są w stanie opanować swoje role, są radośni, zaangażowani. Widzowie często nie spodziewają się, że osoby niepełnosprawne intelektualnie tak potrafią działać. Przełamujemy barierę strachu przed nieznanym, znika niechęć do „innego”, znika niepokój.

Czasem, gdy widzimy osobę niepełnosprawną, łatwiej nam odwrócić wzrok niż jej pomóc, choć na przestrzeni ostatnich lat widać, że Polacy coraz bardziej otwierają się na osoby niepełnosprawne intelektualnie. Ale czy to oznacza, że cała praca w tym zakresie została wykonana?

Przede wszystkim osoby niepełnosprawne muszą być widoczne w społeczeństwie, na ulicach, muszą zacząć funkcjonować w życiu społecznym.  Młodsze osoby muszą chodzić do pracy, zarabiać na swoje utrzymanie, bo to ich życiu nadaje wartość. Nie w rozumieniu godności. Godność każdego z nas jest niezbywalna i niezależna od naszej pracy. Ale zatrudniając osoby niepełnosprawne, sprawiamy, że czują się one ważne i potrzebne. Dlatego szczególnie osoby młode powinny pracować i to najlepiej na normalnym rynku pracy.

Udział w życiu społecznym, wychodzenie do ludzi, praca, obecność w życiu kulturalnym to wszystko może sprawić, że osoby pełnosprawne coraz rzadziej będą patrzyły na niepełnosprawnych jak na kogoś, kogo trzeba się bać. Przecież nasza kondycja psychiczna też nie jest nam dana na zawsze. Sądzimy, że jesteśmy zdrowi i tacy będziemy do końca życia. Oby tak było. Ale przecież może nam się coś złego przytrafić. Wówczas będziemy dokładnie w takiej samej sytuacji jak osoby niepełnosprawne. Nikt z nas nie chciałby zostać odsunięty na margines, tylko dlatego, że jest nieprzydatny, bo nie ma ręki, nogi, ma depresję.

Anna Dymna często podkreśla, jak wiele uczy się dzięki osobom niepełnosprawnym. Czego więc możemy się nauczyć? Czego Pani się uczy?

Od osób niepełnosprawnych intelektualnie przede wszystkim uczę się cierpliwości. Mimo że świat pędzi, to dla nich czas nie jest ważny. Uczę się, że człowiek nie musi być doskonały. Musi być przede wszystkim sobą. Powinniśmy przyjmować siebie tacy, jacy jesteśmy i w takiej kondycji, w jakiej jesteśmy. Uczę się od nich cieszyć chwilą, radości z bycia razem, komunikacji. To są przecież takie proste prawdy. Mogę się śmiać, gdy jestem szczęśliwa i płakać, gdy jest mi smutno. Ta szczerość kontaktu jest bardzo ważna. Dzięki podopiecznym uczę się odpowiedzialności. Również za każde moje słowo. Nie mogę czegoś obiecać i później tego nie dotrzymać. Uczę się też codziennej pracy nad sobą.  Za każdym razem, gdy wracam do domu, to się zastanawiam nad minionym dniem, co nim zamknęłam, a czego jeszcze nie. Może gdzieś popełniłam błąd? Jeśli tak, to wiem, że muszę przeprosić, przyznać się do pomyłki.

Wielu podopiecznych traktuje mnie jak rodzinę, jak kogoś bardzo bliskiego. Tęsknią, gdy mnie nie ma, pytają. To jest niesamowite. I dlatego uwielbiam swoją pracę. Choć czasem jestem bardzo zmęczona, to nie ma to żadnego znaczenia. Dla mnie ta praca to jak milion w totolotka!